Anna Sikorka
VWhttp://www.blogger.com/blogger.g?blogID=7854173982256711114#editor/target=post;postID=8349445795307811402 Golf GTI został ochrzczony wewnętrznie jako
„Sportgolf" prototyp stał się przebojem wystawy samochodowej IAA w
1975roku i „ukradł" widownię prezentowanemu tam również Oplowi Kadettowi
C GT/E. Kierownica i charakter wnętrza nie odpowiadały jeszcze seryjnej
wersji Golfa z 1976 roku,
VW Golf GTI został ochrzczony wewnętrznie jako „Sportgolf" prototyp
stał się przebojem wystawy samochodowej IAA w 1975roku i „ukradł"
widownię prezentowanemu tam również Oplowi Kadettowi C GT/E. Kierownica i
charakter wnętrza nie odpowiadały jeszcze seryjnej wersji Golfa z 1976
roku, ale czarny grill chłodnicy miał już typową dla GTI czerwoną
obwódkę, a zmodyfikowane podwozie wraz z zapożyczonym z Audi 80 GTE
silnikiem z wtryskiem zapewniały sporo przyjemności z jazdy. Neutralne
zachowanie na zakrętach, przekonujący komfort. Oryginalny cytat z
pierwszego sprawozdania: „A później jazda. 110 KM pod maską i tylko 855
kilo wagi. 100 km/h ten pocisk osiąga w dziewięć sekund, a zadowolony
czuje się dopiero przy 180 km/h. l mimo całej porywczości Golf oferuje
dobry komfort i wyposażenie". To co w 1975 uchodziło za „dobre
wyposażenie" uzyskałoby dziś miano „gołego ubóstwa". Kubełek we
siedzenia w kratkę, automatyczne pasy bezpieczeństwa, nastawne zagłówki,
koło kierownicy w piance i dwa dodatkowe zegar auto gauge
w środkowej konsoli - to było wtedy najważniejsze. Na zewnątrz można
było rozpoznać pierwowzór rodziny GTI po matowo czarnych elementach
nadwozia i ozdobnych listwach. „Grube" opony (175) zapewniały mu „prawie
neutralne" zachowanie się w zakrętach, ale przy mocnym przyspieszeniu
ze startu zatrzymanego posiadały zbyt dużą skłonność do buksowania -
wyraźny mankament w porównaniu z napędzanymi na tylne koła konkurentami -
Oplem (Kadett GT/E) i Fordem (Escort RS 2000), jak stwierdził w 1976 r.
testujący te wozy Gernot Róthing z niemieckiego „Auto Zeitung".
Podczas gdy Ford i Opel stawiają na nowe sportowe kompakty, VW trzyma
się wytrwale przydomku GTI. Dawno już te trzy litery osiągnęły status
kultu. Przy tym z biegiem lat Golf GTI oddalał się coraz bardziej od
idei wozu sportowego. Obecnie tylko drogi 2,8-litrowy V6 z napędem na
cztery kota spełnia wysoko postawione wymagania swoich fanów. Coraz
ważniejszą rolę zaczynają grać Polo i Lupo. Ale z okazji 25. rocznicy
urodzin GTI w koncernie VW przypomniano sobie stare dobre czasy i
postanowiono zbudować model specjalny, który przypomni charakter
pierwowzoru GTI. Operacja się powiodła. Ochrzczony mianem „Jubileuszowy
GTI" model epatuje tym czymś, co uczyniło słynnym jego praojca, a jego
wnuk nie wstydzi się cytatów: To znowu ona, dźwignia zmiany biegów w
kształcie piłki golfowej, z pierwotnym logo i również trzy dostępne
kolory nadwozia - czerwony, srebrny, Black Magic - przypominające lata
70., kiedy ciemnoniebieski czy zielony nie był do pomyślenia jako kolor
dla GTI.
Pod maską silnik ze średniej klasy Audi,
1,8-litrowy turbo o mocy 180 KM. Jeśli chodzi o przenoszenie mocy na
przednie kota, to VW wybrał z wielu możliwości zdecydowanie najlepszą: -
sześciobiegową skrzynię przekładniową. W serii są gumy 225/40 R 18.
Rezygnacja z ciężkiego napędu na wszystkie kota czyni z jubileuszowego
sportowego Golfa subiektywnie najbardziej zwinne auto z rodziny Golfa.
Jeśli porównać dane z pomiarów, walka z V6 4Motion pozostaje
nierozstrzygnięta; Elastyczność i wartości przyspieszeń są zgodne co do
jednej setnej sekundy. Ale to dopiero potowa prawdy. To, co udaje się
sześciocylindrowcowi dopiero przy pełnej mocy, Turbo GTI osiąga z
lekkością. Waży 120 kg mniej i kierowca GTI odczuwa to na każdym
zakręcie. Nawet jeśli zarzuci on nadmiernie samochodem, opony pozostają
dosłownie przyklejone do nawierzchni, a system ESP ingeruje w opóźniony
sposób, korygując mocne zmiany obciążenia.
Wydanie jubileuszowe: Elementy z polerowanego aluminium, gałka
dźwigni zmiany biegów - „piłeczka", siedzenia Recaro z perfekcyjnym
bocznym trzymaniem, skala prędkościomierza do 260 km/h oraz zegary autogauge.
Uktad kierowniczy jest czuty i sprawia, że kierowca i auto szybko się
ze sobą „zrastają". Do tego Golf IV oferuje, mimo twardego zestrojenia
zawieszenia i ekstremalnych opon, harmonijny komfort resorowania i
demonstruje niektórym firmom tuningowym, że niżej zawieszony samochód
nie musi być od razu salą tortur.
Tak więc powstał GTI jak z podręcznika. Dlatego chętnie świętujemy te
urodziny. Tylko jedną rzecz VW przeoczył: Cenę. Specjalny model
kosztuje cztery razy tyle, co pierwszy Golf GTI .To cena dla
kolekcjonerów. Tak naprawdę GTI nie jest limitowany. Kolekcjonerzy dzieł
sztuki i hobbyści, którzy nabyli numerowany egzemplarz limitowanej
edycji wiedzą, że posiadają coś szczególnego, l dokładnie to jest celem
marketingowców z firm samochodowych: Nazwa „Limited Edition" ma za
zadanie podnieść wartość specjalnych modeli i przyspieszyć decyzję o ich
kupnie: szybko kupić, zanim będzie za późno. Ale tak naprawdę samochody
te nie są limitowane. Edycja GTI ograniczona jest do 4.000 sztuk nie
dlatego, że podnosi to ich wartość, ale ponieważ raczej nie uda się
sprzedać większej liczby. Takie limitowane samochody są mimo to
interesujące. Dodatkowe, atrakcyjne wyposażenie ma swoje zalety,
rozszerzenie nazwy w stylu „Bon Jovi" lub „Genesis" brzmi w każdym
wypadku bardziej atrakcyjnie niż Trendline czy GLS. Ale w odróżnieniu od
numerowanego miedziorytu również takie auto traci codziennie na
wartości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz